SoccerStar - Supportforum

Wróć   SoccerStar - Supportforum > Gra & Support > Konkursy

Konkursy Informacje o konkursach. Warto tu zajrzeć!

Zamknięty wątek
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stare 02.10.2012, 23:39   #1
Dante83
Znawca
 
Awatar Dante83
 
Dołączył: 27.04.2011
Lokalizacja: Przed komputerem
Posty: 404
Exclamation Konkurs Nr 3 - Październik 2012

Drodzy Gracze,

Nadszedł już październik, czyli pora na kolejny konkurs literacki na Forum SoccerStar. Tym razem Waszym zadaniem jest opisanie dnia z życia gwiazdy piłki nożnej. Może to być typowy dzień czołowego napastnika, albo ostatnie chwile przygotowań do finału turnieju.
WAŻNE: W konkursie chodzi o opisanie dnia z życia piłkarza, a nie relację z meczu! Przypominam również, że praca konkursowa powinna nawiązywać do SoccerStar.
Popuśćcie wodze fantazji ponieważ wszystko zależy już tylko od Was. Weźcie pióra lub klawiatury w dłoń i niechaj wena będzie Wam przyjazna .

Przed zamieszczeniem opowiadania koniecznie zapoznajcie się z Regulaminem Konkursu. Każda praca niezgodna z zasadami zabawy zostanie usunięta!
Przypominam, że nie ma możliwości edytowania zamieszczonej w tym temacie pracy!

Prace konkursowe można zgłaszać do 10 października.
Wyniki konkursu zostaną ogłoszone 11 lub 12 października.


Wasz Community Manager,
Dante83
Dante83 jest offline  
Następujący użytkownicy 9 podziękowali Dante83 za ten post:
Stare 05.10.2012, 17:08   #2
nikeas
Żółtodziób
 
Awatar nikeas
 
Dołączył: 24.07.2012
Lokalizacja: 404 Not Found
Posty: 9
Domyślnie

Yhym.

Zadzwonił budzik. Andzej się obudził.
-Eeech, kolejny ciężki dzień. - rzekł. Andrzej Koniczyła był najpopularniejszym polskim piłkarzem. Grał jako napastnik. Szybko się przebrał i zszedł na dół swojego apartamentu, aby zjeść śniadanie. Wyjął z szafki pudełko płatków śniadaniowych i wsypał je do miski. Następnie wlał mleko.
-Kochanie, dzwonił menadżer! Jutro macie ważny mecz, musisz się przygotować - krzyknęła z pokoju obok młoda dziewczyna, Agata. Jest żoną Andrzeja.
-Tak, wiem, pan Kasiasty zagrzewa wszystkich do tego meczu już od miesiąca. Każe nam ciężko trenować. Jeszcze ci paparazzi... ech. - westchnął, po czym wstał, podniósł swoją torbę i wyszedł.

***

-Cześć chłopaki! - krzyknął Andrzej do kolegów z klubu, KS Jabłonka - Co tam u was?!
-Ech, to co zwykle.
-To tak jak ja - rzekł Andrzej i uśmiechnął się. Piłka nożna to jego pasja. Od samego początku wiedział, że to go kręci. Że chce być piłkarzem. Stanął z dumnie wypiętą piersią. Każdy bał się zawodnika z numerem 10. Był niepokonany. Mistrzowsko dryblował, celnie podawał. Właście jeśli jakaś akcja z jego udziałem nie powiodła się, to na pewno nie była jego wina. W końcu on wszystko robił perfekcyjnie.
Andrzej podniósł piłkę.
-To jak, gramy?

***

-Kurde, Andrzej, jak ty to robisz?
-Cóż... lata treningów - tu Andrzej zaśmiał się pod nosem. No ale cóż począć, to właśnie ciężkie treningi doprowadziły go do mistrzostwa. A po udanym treningu nie było nic lepszego iż udać się do wellness. Cóż, jak zarabia się 100 000 zł miesięcznie (i premie za mecze) to można sobie na to pozwolić.
Andrzej spojrzał na zegarek. Czternasta. Jeszcze siedem godzin i idzie spać.
Andrzej miał ustalony plan dnia - wszystko dokładnie rozplanowane. Pobudka, śniadanie, trening, obiad, odpoczynek, wellness, kolacja, sen. Ma nawet ustaloną chwilę dla reporterów, paparazzich i dziennikarzy, dzięki temu nie traci czasu. Umawia się na określoną godzinę i wtedy przeprowadzany jest z nim wywiad. A jak komuś nie pasuje? Trudno, nie będzie marnował czasu na trening dla jakiegoś fircyka z podrzędnej gazety. Idealna harmonia.

***

Andrzej codziennie miał zarezerwowaną godzinkę na trening w siłowni. Siła i kondycja to podstawa dobrego piłkarza, zwykł mawiać. Zresztą jako znana osobistość i stały klient ma 50% tańsze karnety, to czemu nie...
-Cześć Andrzej.
-Cze. Jak dziś z klientami? - możliwe też, że Andrzej miał tańsze karnety, bo dyrektor siłowni jest jego kolegą z dzieciństwa. No, cóż...
-Dobrze, na koncie kolejne 300 zł.
-Heh, powodzi ci się, stary.
-Wiesz, ty lepiej zarabiasz.
-Tak, ale te treningi, paparazzi, wymagający menadżer...
-Wymagający?! Człowieku, toż to sadysta!
-Oj tam. Porządny człowiek. Po prostu on chce, aby KS Jabłonka była dobrym klubem. A nie będzie, jeśli piłkarze będą robić totalną olewkę na wszystko.
-No w sumie racja.. - rzekł Tomasz Dryblas, dyrektor siłowni. Odwrócił się i spojrał przez okno.
-Ech... Andrzej, wytłumacz mi, czemu zawsze, kiedy TY jesteś w siłce, nagle jest pełno ludzi?
-Bo są moimi fanami.
-To było pytanie retoryczne.
-Wiem. - rzekł Andrzej i na tym rozmowa się skończyła. - Cóż, idę pakować. Nie mogę zaniedbywać mojej kondycji.
-Powodzenia jutro. Będzie cię dopingował.

***

18:31. "Już powinien tu być", mruczał w myślach Andrzej. Nagle zadzwonił dzwonek w drzwiach.
-Witam, jestem Mateusz Korn z gazety "Świat Piłki". Chciałbym zadać panu parę pytań.
-Zapraszam, niech się pan rozsiądzie.
Dziennikarz usiadł na fotelu, wyjął notes i długopis.
-Więc... jak to jest być najlepszym polskim piłkarzem?
-Cóż, z pewnością są lepsi - rzekł Andrzej i się zaśmiał.
-Heh, racja. Nigdy nic nie wiadomo. Co sądzi pan o jutrzejszym meczu z zagranicznym klubem FC Trolls?
-Cóż, są mocni, ale pokonaliśmy Haxball Team, czy nawet osławionych Innocence, więc nie sądze, że sprzedamy naszą skórę łatwo.
Kolejna godzina upłynęła pod znakiem pytań dziennikarza, odpowiedzi piłkarza i skrobania długopisem w notesie.

***

20:48. Doskonale. Jest jeszcze czas na umycie się, przebranie i sen. Cóż, musi się poważnie wyspać.
-Śpij kochanie. jutro ważny dzień - rzekła Agata.
-Tak. Bardzo wany. - odpowiedział Andrzej. oczy same mu się kleiły.
-Dobranoc.

__________________
"This is not the end, this is where I began"
***8220;chcesz zobaczyć nikeasa w mojej piwnicy Marcinek?***8221; ***8211; Nones, 2014
s5 - obrońca
www.kongregate.com
http://i.imgur.com/Nd7vYHM.png*//*http://i.imgur.com/h4MnySk.png*//*http://i.imgur.com/7ZMgTYU.jpg
nikeas jest offline  
Następujący użytkownicy 5 podziękowali nikeas za ten post:
Stare 07.10.2012, 17:22   #3
miki1
Młodzik
 
Awatar miki1
 
Dołączył: 15.05.2011
Lokalizacja: Burbank
Posty: 90
Domyślnie

8 pażdziernika 2012 roku, godzina 4.35

Umięśniony mężczyzna w sile wieku, z nienaganną fryzurą otworzył oczy. Na jego twarzy malował się niepokój.
- Co się dzieje?
Pomyśał Polikarp Rybny- najlepszy Polski snajper w reprezentacji.
- Nie pamiętam co zdarzyło sie wczorajszego wieczoru.
Polikarp zawsze starał się byc najlepszy w tym co robi. Zdobył sławe strzelając gola w meczu Barceloną.Coż to był za mecz!
Ale w poniedziałkowy wczesny ranek Polikarp nie przypominał samego siebie. Nie wiedział co się dzieje, ale czuł się bardzo nieswojo. Rozejrzał sie do okoła.
Przeraził się...... Obok niego na super miękkim i wygodnym łożu leżała jakaś osoba.
Polikarp nie miał pojecia kto to jest, bał się spojrzeć prawdzie w oczy. Ale to prawda spojrzała w jego źrenice.
Tak właściwie to nie prawda a.....masażysta z salonu Wellness.

To nie tylko masażysta a prawdziwy przyjaciel Polikarpa. W tej chwili czołowy napastnik przypomniał sobie co sie stało. Jego brach- Zbyszek Złotozębny stracił pracę. Piłkarz zaprosł go do siebie, przyjaciel był w bardzo złym stanie dlatego został na noc. Polikar wstał, zrobił sniadanie. Uwielbia koktajle energetyczne które wcześniej przygotowywała mu mama Stefka. Zbyszek wybiegł z mieszkania bojąc się tego co się stało w nocy. Polikarp troche zmieszany nie wiedział co począć wszedł do łazienki. Tam zastał obwiązanego grubasa.
- Co się dzieje? Co myśmy najlepszego zrobili?
Polikarp zamknął drzwi i wybiegł za przyjacielem aby wyjaśnić sprawe. Zbysiu był juz w taksówce, jednak sokole oko Polikarpa wypatrzyło go. Jego umięśnione nogi dogoniły taksówke jadąca 70 km/h.
-Zbyszek, musisz mi pomóc przypomnieć sobie wczorajszy wieczór. Czuje, że wdepneliśmy w wielki placek.
-Poli tez nic nie pamiętam . Tzn starciłem prace a wtedy spotkaliśmy Bubke....
-Bubke? Tego Bubke od Bubka????
-Tak, tego...
-Wracamy do mieszkania, już wiem co się stało- powiedział Polikarp.
Po kilku minutach przyjaciele wrócili do pokoju.
-Poli, powiedz co się stało?- powiedział Zbyszek.
-Pamietam tylko, że widziałem Bubka pod apartamentem. Jak zwykle wyśmiewiał się z naszych imion. Krzyczał ten sam wierszyk co w drugiej klasie.
-Nie!!!! Tylko nie ten wierszyk- powiedział Zbysiu.

Pod wpływem emocji i czegoś jeszcze ( czytaj- sok kubuś z dodatkiem) schwytaliśmy grubasa i zamkneliśmy w łazience.
- Musimy tam wejść. Mam jutro ważny mecz, jakiś dziennikarz miał ze mną przeprowadzić wywiad- mówi cicho Polikarp.
- Nie chce, żeby widział Bubke w moim mieszkaniu.
-Mam plan- zawołał Zbych.
-Sprawdźmy czy Bubka ma coś w kieszeniach.
Tak też zrobili, cicho weszli do łazienki. Grubas spał. Było bezpiecznie. Jednak nie rozwiązali go. Przypomnieli sobie jak w 3 klasie Bubka pobił ich. Wtedy Zbyszek poczuł swoje powołanie. Gdy wymasował pobite plecy Polikarpa poczuł, że to jego przyszły świat.
Szybko przeszukali kieszenie. Polikarp znalazł wizytówke i dyktafon.
Okazało się, że.....
Bubka to ten dziennikarz, który miał przeprowadzić z napastnikiem wywiad.
Polikarp pobiegł do nocnej szafki. Tam trzymał najwiekszą tajemnicę....
To gaz WTY 52, który wymazywał ostatnie 24 godziny z życia. Urzył go, na osobie Bubki. Po czym przeprowadzili go do salonu.Ten po kilku minutach sięprzebudził i niczego nie świadomy przeprowadził najlepszy wywiad z Polikarpem. Ten odetchnał z ulgą.
-Już jest dobrze, teraz musze skupić się na meczu z Realem.
miki1 jest offline  
Następujący użytkownicy 4 podziękowali miki1 za ten post:
Stare 07.10.2012, 17:47   #4
szymek1
Guest
 
Posty: n/a
Domyślnie

Wiesz... Wstaję ok. 6 i robię sobie rundkę, ok. 10 km, wokół lasu, który jest przy moim domu. Potem prysznic i zdrowe śniadanie, bo na godz. 9.30 trzeba zameldować się w klubie. O 10 zaczynamy trening. Do 12 szkoleniowiec daje nam taki wycisk.Nudy (śmiech). Czyli dwugodzinny trening. Nic ciekawego, trenujemy jak zawsze, bo szkoleniowiec jest niereformowalny. I to, co nauczył się 20 lat temu, to samo nam teraz wpaja do głów. Ok. 12 jest koniec, szybki prysznic i jedziemy dużą grupą na obiad. Bo prawie nikt nie zjadł śniadania (śmiech).Nic. Zdarzają się dni, że trenerowi odbije palma i chce robić analizy wideo. Wtedy przyjeżdżamy jeszcze popołudniu do klubu, ale na ogół idziemy w miasto. Czyli centra handlowe, kino, jakieś ew. sprawy urzędowe, itp.No! A zdarza się jeszcze tak, że np. w niedzielę lub poniedziałek - po kolejce ligowej - mamy wolne. Wtedy to dopiero nuda.
 
Następujący użytkownik podziękował za ten post:
Stare 07.10.2012, 18:28   #5
Hadziuk
Guest
 
Posty: n/a
Domyślnie

[B]Heniu wstaje o godz: 7:00 . Nagle wstaje i idzie do łazienki i myje twarz,rece itd...
Potem idzie do kuchni i mówi:
- ehh... to teraz czas na jedzonko
Heniu zrobił sobie pyszne jajeczka ;P
o godzinie 7:30 robi co dzienne ćwiczenia ... pierwsze co zrobił to 100 brzuszków. Po rozgrzewce w domu wyszedł pobiegać po osiedlu. Po drodze spotkał kolegę z zespołu i gadali sobie 15 min aż do 8:25.
Heniek też wpadł po drodze do sklepu i kupił sobie turbosok na energię .
===
O godzinie 10:00 zaczynał mu się trening z trenerem Smuda
na treningu bardzo dobrze mu szło .
Heniu po treningu rozmawia ze Smudą:
-Trenerze jutro o tej samej porze sie spotykamy ?
- Tak Heni o 10:00 .
-Dobrze Kiedy gramy mecz z Borussią ?
- za 4 dni wiec nie mecz sie byle czym (mówi trener)
- Dobrze
===

Po wyjściu od trenera zadzwonił po kolegę z zespołu .
Bartek ? cześć masz dziś wolne popołudnie ?
-Tak a co chcesz sie spotkać ?
- Tak
-Niestety nie mam czasu muszę zostać w domu Ale możemy pogadać na soccerstar.
-Dobra pasuje mi ja już ide do domu i włączam ss ;]
===
Heniek wrócił do domu i zobaczył ze komputer jest włączony ;O
Wszedł dalej i zobaczył swoją dziewczynę .
Bardzo sie ucieszył i mówi;
Monika ? Cześć zapomniałem że mieliśmy sie spotkać u mnie
- Heniu Heniu zawsze wszystko zapominasz .
-Moniko ja teraz siądę na komputer .Tylko na chwile z Bartkiem pogadam chwile .
Heniu skończył pisać z Bartkiem już o 14:07.I nagle Heniu usłyszał wielki ból w brzuchu. To na pewno głód Od razu Monika zrobiła mu "am am " i zjedli pożywny obiad ...
==
Heniu razem z Monika poszli oglądać mecz.
Po skończeniu się filmu Monika wyszła z domu.
Heniu niestety musiał sie pogodzić z tym.
---
Heniek na ostatek dnia zrobił małe ćwiczenia i zjadł pożywną kolacje .
Potem skierował sie do ubikacji i po wyjściu poszedł sie wykąpać.

---
Wyszedł z wanny czysty i pachnący i poszedł spokojnie spać
 
Następujący użytkownicy 3 podziękowali za ten post:
Stare 09.10.2012, 14:25   #6
Madritista
Guest
 
Posty: n/a
Domyślnie

Ostatnio, doszły mnie słuchy, że wielu ludzi uważa, że piłkarze są leniwi, ponieważ pracują tylko 1,5h na dobę (przez co można rozumieć, że ich praca ogranicza się tylko na meczach, nic więcej). Postanowiłem opisać Wam mój dzień z życia. Nazywam się Jakub Raszczykowski. Gram w klubie Real Dortmund C.F
***********
Dzień piłkarza, jest zwykle pełen przygód, i ekscytujących zdarzeń. Nie raz, było tak, że wyjechałem z domu o 6, a wróciłem o 23. Piłkarzem trzeba być 24 godziny na dobę. Załóżmy, że mam trening o 12, a więc o 11 muszę być już w klubie. Dokładnie, żeby tę godzinę poświęcić jeszcze na przygotowania do treningu. Ja, wraz z kilkoma kolegami przed każdym treningiem robimy sobie lekką rozgrzewkę, idziemy popakować z 20 minut na siłowni, a pozostały czas spędzamy u masażystów na przyjemnym, rozluźniającym masażu. Dobre przygotowanie do treningów jest bardzo ważne, a wręcz kluczowe, szczególnie Zimą. Przed treningiem w zimie, trzeba się dobrze rozgrzać i przygotować, bo można bardzo łatwo i szybko złapać kontuzję, która może wykluczyć z gry, na dobre 2-3 miesiące.
***********

Przejdźmy do mojego dnia:
29.09.12r.
Wstałem o 9.00. Poszedłem pod prysznic, umyłem się, ubrałem zjadłem śniadanie i poszedłem pobiegać. Wróciłem o 10.00 nakarmiłem psa,(który ma na imię Messaldo), poszedłem z nim na spacer, wróciłem do domu, zabrałem swoją torbę, wsiadłem do mojego Wartburga (zabytek, kupiłem za 150.000$) i pojechałem do klubu. Byłem nieco podekscytowany, bo dzisiaj graliśmy mecz o to, kto zostanie liderem naszej grupy, w pucharze klubowym. Spotkanie to, graliśmy u siebie przeciwko Rayernowi Razerkusen. Weszliśmy więc z kumplami do szatni zaczęliśmy się ubierać. Zza ściany słychać było śmiechy i szydzenie zespołu gości. Powiedziałem, do mojego kolegi (napastnika, ponieważ obaj graliśmy w lini ataku, formacją 4-4-2) Ferdynanda, aby patrzył na mnie, kiedy nie będzie nikogo do stworzenia akcji, na mnie zawsze będzie mógł liczyć.

Wyszliśmy! Światła Fanta Areny początkowo mnie oślepiły. Kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem nasz skład. Na każdej twarzy widniał uśmiech i wola walki. Poczułem się pewniej. Zrozumiałem, że będę mógł liczyć na każdego, nie tylko na Ferdynanda. Odśpiewaliśmy klubowe hymny i zaczęliśmy!
Goście już w 3 minucie przeprowadzili skuteczną akcję, ale nasz bramkarz Fiker Faldes skutecznie obronił strzał napastnika rywali. Mocno wybił piłkę, która wpadła wprost pod nogi Ferdynanda. Ruszyliśmy czwórką. Ja, Ferdynand Ksavi Ralonso, i Reset Uzil. Seria podań mylących gości rozpoczęła się. Bramkarz rywali wyszedł z bramki. Dostałem podanie od Reseta, i trafiłem! Na trybunach rozpętało się szaleństwo! GOOOL ! GOOOL! JAAAAKUBBBB!!!! Krzyczeli. 1:0!!!

I z takim wynikiem dotrwaliśmy do 75 minuty. Wtedy sędzia Mołart Łeb podyktował dla nas rzut karny, za faul na Ksavim. 11-stkę wykonywał Reset Uzil, bramkarz drużyny gości, powiedział, że Uzil nie trafi. Reset usłyszał gwizdek sędziego i BAM! Na dwa tępa wpakował piłkę między dalszy słupek, a nogę bramkarza. 2:0 !!! Boczki na kolanach, myśleliśmy. Ale ten mecz się jeszcze nie skończył, uspokajałem kolegów, to nadal są nasi najwięksi rywale. 84 minuta, po skrzydle biegnie Warnold Loczek, kapitan rywali. Przymierzył w piłkę przed linią 16 metrów i gol. 2:1 ***8230; Fiker Faldes nie złapał piłki. Rywale, zmotywowani zdobyciem bramki, straszyli nas, ale mecz zakończył się korzystnie dla nas. Wygraliśmy 2:1 na własnym stadionie, i objęliśmy prowadzenie w naszej grupie, z 6-cioma punktami. Po meczu poszliśmy z kolegami na pizzę. Po drodze zaczepiły nas media. Było jakoś po 14. Mediów staram się nie unikać. Traktuje je, jako przekaźnik między mną, a kibicami. Przeprowadziłem z nimi 5-cio minutowy wywiad, mniej więcej taki:
-Dzień dobry, jak czuje się Pan po meczu?

-Czuję się fantastycznie. Zdobyłem bramkę, dałem prowadzenie zespołowi, i świetnie się przy tym bawiłem. Ale wiem, że to zwycięstwo nie jest moją zasługą. Wygraliśmy dzięki Resetowi, to on strzelił 2-gą bramkę, gdyby nie to, mecz zakończył by się remisem, albo naszą porażką. Chciałbym podziękować Wam, drodzy kibice, za to, że trzymaliście za Nas kciuki, i wierzyliście, że możemy to wygrać, i wierzycie, że wyjdziemy z grupy C Ligi Mistrzów.

- Jak pan ocenia grę pana klubu? Włożyli w ten mecz wszystko? Czy stać ich na więcej?

- Niestety, nie mogę nic złego o nich powiedzieć. Gdy zobaczyłem uśmiech na ich twarzach, coś mnie trzasnęło. Zrozumiałem, że zawsze będziemy jednym klubem, i to dało mi siłę, do strzelenia gola, i do przeprowadzenia takiej akcji. Nasi dali z siebie wszystko i za to im dziękuję.

-No dobrze.. ostatnie pytanie: Czy uważa Pan, że czerwona kartka dla rywali, i podyktowanie rzutu karnego, było słuszne?

-Pozwólcie, że wypowiem się nieco inaczej. Nie mogę powiedzieć, że było słuszne, czy nie, bo wyszedłbym na sezonowca, i na piłkarza, który chce grać nieuczciwie. Gdybym powiedział, że było słuszne, skrzywdziłbym rywali, a gdybym powiedział, że nie, skrzywdził bym własny klub. I tak nie widziałem sytuacji, w której nastąpił faul.
Do widzenia!


Do domu wróciłem o 17***8230; Bałem się, że moja żona, Gosia ***8222;da mi po łbie***8221; więc wszedłem cicho, zobaczyłem, że nie wróciła jeszcze z pracy. Miałem jeszcze godzinę. Wyszedłem więc, aby porozmawiać z kibicami. Wziąłem koszulkę dla mojego największego kibica - Tomka, który niestety***8230; jest na wózku inwalidzkim. Wiedziałem, gdzie będą czekać. Na samym początku, podszedłem do Tomka, i wręczyłem mu koszulkę z dzisiejszego meczu, koszulkę, w której strzeliłem bramkę. Potem, rozdawałem autografy, śmiałem się, rozmawiałem i tak do godziny 18.30. Do domu spóźniłem się 30 minut. Bowiem o 18 mieliśmy jechać do rodziny, porozmawiać o dzisiejszym meczu. Żona nie miała do mnie za to pretensji , ponieważ sama nie była jeszcze gotowa. Wróciliśmy o 21.30. Obejrzeliśmy razem powtórkę dzisiejszego meczu, mieliśmy iść spać, kiedy nagle żona powiedziała mi, że ma dla mnie niespodziankę. Nie wiedziałem o co jej chodzi, ona podeszła do mnie i powiedziała, abym dotknął jej brzucha. Zapytała mnie: ***8222;Czujesz***8221;? Ja zdziwiony zapytałem: ***8222;o co Ci chodzi?***8221; Ona odpowiedziała: ***8222;Jestem w ciąży, będziesz Tatusiem***8230;***8221; Ucieszyłem się i poszedłem pod prysznic. Zjadłem kolację, i poszliśmy spać. Zasnąłem z uśmiechem na twarzy, przez myśl przeszły mi słowa: ***8222;To był najlepszy dzień w moim życiu, jest gol, i jest kołyska***8221;. Wyszeptałem mojej żonie słowa: ***8222;Dobranoc, Gosiu. Bardzo Ci dziękuję***8221;. Gosia uśmiechnęła się do mnie i oboje zasnęliśmy. Na następny dzień miałem mieć wolne. Trener Tito Murinio powiedział, że za tę bramkę mogę jutro odpocząć. Po meczu dostałem od niego karnet do Salonu Wellnes, na cały dzień. Kiedy zasypiałem, byłem bardzo szczęśliwy, bo takie często jest życie piłkarza. Lecz w życiu tym, jest też dużo stresu i nerwów, szczególnie przed meczami, takimi jak ten dzisiaj.
 
Następujący użytkownik podziękował za ten post:
Stare 09.10.2012, 19:12   #7
Katsuro
Żółtodziób
 
Awatar Katsuro
 
Dołączył: 18.06.2012
Posty: 3
Domyślnie

Godzina 6.00
Katsuro otworzył oczy. Obudził się w bardzo dobrze znanym sobie pokoju, w którym królowały plakaty jednego tylko klubu ***8211; Invaders. Po przebudzeniu oczy jednego z najlepszych bramkarzy w pierwszej lidze SoccerStar są bombardowane barwami jego ukochanej drużyny, gdzie dominuje zieleń z żółtymi akcentami. Jak to miał w zwyczaju, poranki nie należały do najłatwiejszych. Za każdym razem, niezależnie od sytuacji, jego umysł toczył bój z ciałem, które za punkt honoru postawiło sobie za wszelką cenę nie dopuścić do podniesienia się z łóżka. Rytuał przebiegał niezmiennie od paru lat, więc dopiero po trzecim alarmie budzika do Katsuro dotarły arcyważne informacje, które jeszcze wieczorem nie dawały o sobie zapomnieć, wręcz spędzały mu sen z oczu. Wydawać się mogło, że to będzie kolejny, zwyczajny dzień sportowca, do znudzenia przypominający setki innych, jednak nie tym razem. W jednej chwili do jego świadomości doszedł fakt, po którym błyskawicznie usiadł i krzyknął wystraszony:
- Finał!
Tak, nadszedł dzień, na który, wraz z jego ekipą, czekał od kilku sezonów ***8211; Superpuchar SoccerStar, w którym Invaders, odnosząc niespotykane w historii klubu zwycięstwa, awansowali do rozstrzygającego meczu. Mieli zmierzyć się z gromiącymi praktycznie wszystkich oponentów w lidze Kolegami. Terminarz na dzień dzisiejszy został przepełniony do ostatniej sekundy, do chwili wybiegnięcia na zieloną murawę boiska. Katsuro niewiele myśląc wyskoczył do łazienki, żeby wziąć prysznic oraz wykonać pozostałe czynności higieniczne. Po kilkunastu minutach był gotów do rozpoczęcia przygotowań, ubrany w zielony dres, przez którego środek przebiegał żółty pas, a na nim widniał herb klubu.
Godzina 7.00
Droga z pokoju do szatni to monotonia porównywalna do celebracji wstawania, cały życie piłkarza, od momentu zagoszczenia w progach tego teamu, wyglądało niemalże identycznie, lecz nie tym razem. Ten dzień, magiczny dla każdego członka Invaders, obfitował w masę przeżyć, które nie zdarzają się regularnie, przynajmniej nie podążającemu na trening zawodnikowi. Ciągle kotłujące się w głowie myśli, nieustanna niepewność i swego rodzaju strach przed wieczornym pojedynkiem nie pozwalały na choćby odrobinę koncentracji. On jednak wiedział, że wszystkie te problemy znikną zaraz po rozpoczęciu przygotowań, przeżywał to wiele razy, na pewno nie przed meczem o taką stawkę, jednak zasada wydawała się być taka sama.
Nie mylił się, w szatni czekali już jego znajomi, roześmiani i skorzy do żartów ludzie, po których nie było widać żadnej presji. To bardzo dobrze zapomnieć chociaż na moment o tym co wydarzy się za kilkanaście godzin, odprężyć się i przygotować fizycznie do starcia, które, dla wielu specjalistów i ludzi związanych z piłką nożną, jest z góry przegrane, ponieważ rywal osiągnął poziom niedościgniony dla reszty. Nikt z ***8222;Zielonych***8221;, bo tak nazywa się często piłkarzy tego zespołu, nigdy nie wątpił w to, że mogą podjąć równą walkę z oponentami. Ta drużyna słynie z waleczności, chociaż nie tylko. Mówi się o nich również, że nienawidzą przegrywać, co często działa na ich niekorzyść, szczególnie podczas trudnych meczów.
Wszyscy na moment zaprzestali wykonywania swoich czynności, żeby ciepło przywitać swojego portero. Oczywiście każdy specyficznie podchodził do tej sprawy, jedyni podawali dłonie, drudzy ściskali, trzeci przybijali klasycznego ***8222;żółwika***8221;, a jeszcze inni nie stronili od niepoprawnych żartów, które przyjmowane były jednak z ogromna aprobatą pozostałych, również samego Katsuro. Widać, że tworzyli zgraną paczkę. Niewątpliwie każdy czuł się bardzo dobrze w swoim towarzystwie. Przyszedł jednak czas, żeby skupić się na pierwszym dzisiaj treningu. To właśnie oznaczało przybycie trenera, który otworzył drzwi i ze stoickim spokojem oznajmił, że to już najwyższy czas się spocić. Trener nie należał do ekspresyjnych ludzi, jego mimika ograniczała się do ***8222;podstawowych opcji***8221; i wszyscy dobrze o tym wiedzieli. Jego pojawienie się spowodowało, że wszyscy spoważnieli, jednak dalej w dobrych humorach i z olbrzymią pewnością siebie ruszyli za trenerem do siłowni, pierwszego etapu przygotowań.
Godzina 7.30
Klubowa siłownia powierzchnią przypominała połowę boiska piłkarskiego, więc cała drużyna miała masę miejsca do ćwiczeń. Poza zawodnikami przybyli również masażyści i załoga odpowiedzialna za pomoc każdemu kto jej aktualnie potrzebuje. Również tutaj Katsuro wszystko wykonywał niczym zaprogramowana maszyna. Utarty schemat przewidywał długą rozgrzewkę, następnie wzmocnienie różnych partii mięśni poprzez podnoszenie ciężarów, a na końcu bieg. Oczywiście intensywność treningu została odpowiednio obniżona, żeby nie przemęczyć organizmu tuż przed pojedynkiem. Ciało musiało się jedynie przygotować na kolejną część treningu oraz starcie z Kolegami, w którym będzie trzeba przekroczyć swoje limity, żeby powalczyć o zwycięstwo. Po zakończeniu ostatnich czynności wszyscy poszli pod prysznice, jedna z niewielu chwil dzisiejszego dnia, która pozwoli na chwile się odprężyć***8230;
Godzina 11.00
Po prysznicu oraz zjedzeniu specjalnie przygotowanego posiłku Katsuro, wraz z kolegami, udał się na kolejny etap przygotowań. Mowa tu oczywiście o ćwiczeniach na stadionie. Przewidywały one trening stałych fragmentów gry, karnych oraz godzinny pojedynek Invaders podzielonych na dwie drużyny. Szczególnie ważne były dwa pierwsze elementy, ponieważ, jak to określił trener, to one mogą zadecydować o ewentualnym zwycięstwie z dużo lepszym, przynajmniej na papierze, rywalem. Podczas tych kilku godzin bramka strzeżona przez noszącego jedynkę na koszulce zawodnika była szczelnie broniona. Oczywiście zdarzały się strzały, które znalazły drogę do celu, jednak nie wynikały one bezpośrednio z winy Katsuro, lecz raczej z nadzwyczajnej dyspozycji strzelców. Goalkeeper również miewał przebłyski geniuszu. Zachowywał się nadzwyczaj dobrze podczas stałych fragmentów oraz cechowało go niespotykane wcześniej wyczucie intencji rywala. Wiedział jednak, tak samo jak trener, że pomimo świetnego występu na treningu, w trakcie meczu może być zupełnie inaczej. Dochodzi ogrom przeróżnych czynników, z których zdawał sobie doskonale sprawę. Po ponownym prysznicu wszyscy udali się do swoich pokoi w celu doprowadzenia się do porządku. Drużyna miała wykorzystać ten czas również na ostatnie przygotowania mentalne.
Godzina 16.30
W pokoju nic nie zmieniło się od rana. Wszystko było na swoim miejscu, pomijając wizytę pokojówki, która codziennie dbała o cztery ściany zawodnika. Katsuro nie był ani przesadnie przesądny, ani wierzący, więc w odmienny sposób przygotowywał się psychicznie do wieczornego spotkania. Uwielbiał natomiast oglądać ważne dla niego mecze i swoich dawnych idoli, którzy niejako ukształtowali go piłkarsko. Filmy z ich udziałem napawały go olbrzymim optymizmem i niebywałą wręcz chęcią do gry. Poza tym osiągał skupienie jakie było wymagane do najważniejszych meczów. Motywacja osiągnęła szczyt. Pomimo energii, jaką został naładowany, zachowywał spokój i opanowanie. W takim stanie ruszył na ostatnie zebranie przed meczem, omówienie taktyki, wyjściowej jedenastki oraz indywidualnych aspektów gry poszczególnych kopaczy.
Godzina 17.30
Trener czekał w dość dużej sali, w której zebrali się wszyscy piłkarze. Jednak atmosfera w niej panująca znacząco odbiegała od tej wcześniejszej, w szatni przed pierwszym treningiem. Po ponownym przywitaniu przedstawiona została taktyka oraz szczegółowe jej odmiany, w zależności od rozwoju sytuacji. Dla bramkarza nie było niczego nowego, doskonale znał wszystkie założenia, jakimi posługiwał się trener i wiedział co ma robić w każdej praktycznie sytuacji. Oczywistym było, że znajdzie się w pierwszym składnie, nikt nie miał co do tego wątpliwości. Nie było pod jego adresem również żadnych dodatkowych zastrzeżeń, on sam oglądał przed paroma dniami występy oponentów i wyłapał kilka szczegółów charakteryzujących gwiazdy Kolegów. Dalszy etap rozmowy przebiegał indywidualnie, więc ci, których konwersacja nie dotyczyła pochłonięci byli w swoich myślach, przecież na kilkanaście minut podjedzie autobus***8230;
Godzina 18.40
Przebrani w dresy zawodnicy zajęli swoje miejsca na siedzeniach. Większość miała przy sobie odtwarzacze, niektórzy do ostatniej chwili dzielili się przeżyciami z fanami poprzez portale społecznościowe. Katsuro należał do pierwszej grupy. Miał w zwyczaju, podczas podróży, uraczyć swoje uszy jakimś ciekawym utworem. Jaki gust muzyczny ma jeden z najlepszych bramkarzy? Ciężko powiedzieć. Zdarzało mu się odtwarzać kawałek rockowy, klubowy, rapowy, a nawet klasyczny, wszystko zależało od emocji jakie chciał uzyskać. Dzisiaj potrzebny był zastrzyk energii i motywacji, padło na muzykę klubową, mniejsza o precyzyjne tytuły.
Wysiedli w akompaniamencie krzyku fanów oraz błysku fleszy i napierających dziennikarzy, których misją było uszczknięcie chociaż jednej, jedynej informacji od drużyny lub trenera. Na szczęście w takich sytuacjach zawsze pomagają służby porządkowe, te sprawnie rozdzieliły obie grupy i pozwoliły Invaders udać się do szatni. Na miejscu szkoleniowiec jeszcze raz powtórzył wszystkie najistotniejsze informacje i pozwolił przebrać się ekipie. W dalszym ciągu panowała atmosfera ciszy. Niektórzy wymieniali kilka zdań miedzy sobą, lecz poruszano raczej sprawy niezwiązane z obecnymi wydarzeniami. Tuż przed wyjściem do tunelu prowadzącego na stadion głos zabrał kapitan drużyny, Galaktyczny. Przemówienie, o ile można było tak w ogóle mówić, miało na celu zwiększenie morale całego składu, jeszcze większe zwiększenie pozytywnych emocji, mobilizujących do działania. Nadszedł ten czas, pora zmierzyć się z Kolegami***8230;
Godzina 20.00
Invaders pojawili się w tunelu jako pierwsi. Tego miejsca nie wyróżniało nic nadzwyczajnego, może dlatego, że obiekt nie został wybudowany dla konkretnego klubu, to nie było jednak istotne. Dzieciaki, które doprowadzają zawodników na murawę boiska, czekały już chyba kilka minut. Ich radości, jaka malowała się wtedy na ustach, nie da się opisać. To na pewno wielkie przeżycie, ale nie tylko dla nich. Powoli pojawiała się presja, docierały pewne fakty i wątpliwości. Po kilku chwilach oczom Katsuro okazywali się kolejno piłkarze Kolegów. Wielu z radością przywiało nie tylko bramkarza, ale tez pozostałych reprezentantów Invaders. Uściski i ciepłe słowa słychać z każdej strony, jednak pewnym było, że po wkroczeniu na zieloną płytę wszystko się zmieni.
Do wejścia została zaledwie minuta. Wszyscy ustawili się odpowiednio i czekali na sygnał do wyjścia. W głowie Katsuro pojawiły się różne myśli. Próbował nad nimi zapanować, lecz ich intensywność go przerastała. Finał Superpucharu SoccerStar oznaczał dla niego coś więcej niż tylko wielki pojedynek. Chciał wygrać. Chciał pokazać, że potrafi szczelnie bronić dostępu do własnej bramki, nawet w obliczu spotkania z dużo wyżej notowanymi przeciwnikami. Miał niezwykle wiele do zyskania tym meczem. Czuł to i postanowił sobie, niezależnie od wszystkiego, dać z siebie maksimum, a nawet więcej.
Rozległ się sygnał. Wraz z nim owacja na trybunach, której hałas przewyższał najśmielsze wyobrażenia. Bramkarz zacisnął rękawice i ruszył ku światłu, które oznaczało wyjście na stadion. W tunelu panował półmrok, a każdy kolejny krok oślepiał Katsuro jeszcze bardziej. Do końca został zaledwie jeden krok, nie można było tego zauważyć, ale przez ułamek sekundy portero ogarnęły wątpliwości. Szybko jednak przypomniał sobie o wcześniejszym założeniu i pewnie wkroczył na stadion, gdzie stoczył największą bitwę w swojej karierze***8230;
__________________

Ninja Clan Wars - Naruto PBF
Katsuro jest offline  
Następujący użytkownicy 4 podziękowali Katsuro za ten post:
Stare 09.10.2012, 22:22   #8
Levvandovvski
Początkujący
 
Awatar Levvandovvski
 
Dołączył: 02.02.2012
Lokalizacja: Mieszkanie
Posty: 35
Domyślnie

7:00
Robert Lewangolski stał ,poszedł do łazienki umyć zęby i wykąpać się,gdy wyszedł z łazienki wziął torbę musiał zejść na dól bo koledzy czekali na niego żeby zszedł żeby zjedli razem śniadanie w hotelu(Mieszkali w hotelu).

7:30
Robert zjadł śniadanie i razem z kolegami poszedł na siłownie żeby nabrać formy przed meczem.

8:00
Po siłowni poszli na trening.Trener Fornalak kazał Lewangolskiemu oddawać strzały na bramkę.Na trening przyszło kilka fanów.Robet podpisywał autografy jego zagorzałym fanom

10:00

Skończył się trening Robert spotkał się z dziennikarzami.

-Dziendobry.Z tej strony Trójka chcielibyśmy zadać panu kilka pytań.
-Proszę
-Jak pan się czuję w Borussi?
-Czuję się bardzo dobrze mam tam kilka kolegów i przyjaciół ,a nawet ładną dziewczynę spotkałem hehe.
-Jak pan zareagował że panem interesują się kluby m.i.n jak Chelsea,Man Utd itd...
-Bardzo się ucieszyłem ze takie kluby się mną interesują to dla mnie wyróżnienie.Ale chcę pozostać jeszcze na ten sezon w Borussi i zobaczę co dalej z moją przysłością.
-Dziękuje panu za udzielenie wywiadu
-Dziękuje.Dowidzenia

11:00
O tej godz Lewangolski znów poszedł na trening tym razem trenowali stałe fragmenty gry.Lewangolski narzekał na ból palca u stopy.Ale lekarze stwierdzili ze to nie jest groźna kontuzja i może zagrać w najbliższym meczu.Trener Fornalak odetchnął z ulgą

13:00

Piłkarze Reprezentacji poszli do hotelu zjeść obiad.Lewangolski opowiadał kawały przy stole mało co zupy nie wypluli.Potem trener Fornalak dał nam 1h 50 min wolnego czasu.

14:50

Potem trener kazał zrobić zbiórkę przed hotelem.Trener Fornalak urządził konkurs biegowo-koordyacyjny.A mianowicie bieg przez płotki.

15:00
Lewangolski z trenerem Fornalakiem poszli na konferencje prasową.Dziennikarze wypytywali trenera czy ma plan jak pokonać przeciwników-Odpowiedział tak mam ,ale wolałbym nie zdradzać taktyki.Lewangolskiego wypytywali o to samo co o godz.10:00

16:00

Po konferencji Lewangolski poszedł do hotelu.Wziął swój kluczyk i poszedł do swojego pokoju wziął pilot do rąk i oglądał mecz Barcelona-Real.W trakcie meczu Lewangolski zasnął.

18:00

Lewangolski poszedł z kolegami pokopać piłkę z kolegami na boisko.Grali w dziada.Gdy koledzy już poszli Lewangolski został żeby jeszcze potrenować strzały główką.

18:30

Robert wrócił zmęczony poszedł do swojego pokoju.Wziął pada do PSP i grał w fife 13 .a potem zszedł zjeść kolacje.

19:00

Robert z kolegami jechali autobusem na mecz Polska -Anglia

19:30

Robert poszedł na boisko rozgrzać się.Po czym za chwilę poszedł do szatni.W szatni Trener Fornalak odprawił się z piłkarzami.Piłkarze wychodzili już na boisko i wtedy trener zawołał "Ej Robert choć tu".Robert podbiegnął to trenera.Trener Fornalak chciał porozmawiać w 4 oczy z Robertem.

19:35

Piłkarze wybiegli na boisko Robert wyglądał na skoncentrowanego i z motywowanego.

21:10

Udało się Polska wygrała z Anglią 1:0 po bramce Lewangolskiego.Cudownym strzałem z glowy pokonał Harda.

22:00

Piłkarze poszli jeszcze przed 23.Uczcić zwycięstwo Robert zaprosił ich na Piwo.

23:00

Piłkarze wrócili do hotelu.Robert poszedł wziąć prysznic rozebrał się wszedł pod kordłe i poszedł spać.
.....
To był ciężki dzień dla Roberta.Tak własnie wygląda dzień gwiazdy Reprezentacji Polski i Borussi
Levvandovvski jest offline  
Następujący użytkownicy 2 podziękowali Levvandovvski za ten post:
Stare 10.10.2012, 15:36   #9
El The Gumczyk
Znawca
 
Awatar El The Gumczyk
 
Dołączył: 05.06.2011
Posty: 479
Exclamation

Dzień zawodnika w dniu wielkiego finału.
Główny bohater : Elduś Sendilksys

20:45
Estadio Virtualo Star
FC Lech Forum vs Legendy

7:00 zaczynamy dzionek od porannej toalety, później jemy śniadanko wraz z drużyną i sztabem szkoleniowym. Dyskutujemy jak zagrać w dzisiejszym finale o puchar SoccerStar 2012.

kilkanaście minut później

Do meczu jeszcze dużo czasu, więc wychodzimy na przebieżkę, na świeże powietrze w końcu można troszkę wyluzować nie myśleć o presji która spoczywa na Nas. Biegamy sobie po parku wśród drzew, ćwierkających ptaków, porannej rosy. To wszystko sprawia, że napięcie zaczyna z Nas schodzić i myślimy tylko o przyjemnych rzeczach.

Po biegu wracamy do hotelu, trener godzinkę zrobimy trening

godzina później

Jesteśmy już na boisku dzielimy się na grupy. Zaczynamy od konstruowania akcji - trener rzuca piłkę do obrońcy ten szybkim podaniem dogrywa do pomocnika, a pomocnik długim podaniem wysuwa piłkę napastnikowi a ten musi pokonać bramkarza. Następnie ćwiczymy strzały na bramkę każdy ustawia sobie piłkę 20 metrów od bramki i po kolei próbuje pokonać bramkarza.
Zaczynamy ćwiczyć drybling rozstawiamy pachołki, z piłką przy nodze musimy pokonać slalomem 8 pachołków i trafić z 16 metrów do bramki.

Następnie ćwiczymy kondycję biegamy przez na całej szerokość boiska 20 minut.

Po treningu udajemy się do szatni, wchodzimy pod przysznice później się przebieramy i wychodzimy z szatni i opuszczamy obiekt treningowy.

***8230;

Zbliża się godzina 13:00 wraz z trenerem zaczynamy analizować ostatnie mecze naszego rywala zwłaszcza ostatni mecz ligowy. Szczególna uwagę zwracamy na błędy jakie popełniał rywal oraz wynajdujemy ich słabe punkty w grze obronnej. Oglądamy ich ostatni mecz z FC yyy... nie wiem... Team. Na koniec spotkania z trenerem analizujemy dokładnie błędy i słabe punkty rywala. Omawiamy ich akcje oraz grę w obronie.

O godzinie 14:30 ***8211; wybieramy się na lekkostrawny obiad do restauracji ,, Pod wielkim wellnessem ''. Dzisiaj na obiad - mielonka turystyczna

okolice godziny 15:00. Całą drużyną wybieramy się na spacer nagle zaczepiają Nas Ringzyzowaci - chcą się z Nami zmierzyć według zasad SoccerStar

Mecz o 15.00 - sędziuje BleBlekelm Dancross. + ustalili nową zasadę iż gramy do 5-ciu goli.

Po kilkunastu minutach Ringzyzowaci schodzą pokonania, przeliczyli się chłopcy... Dostali 5:0 i do widzenia.

Po powrocie do hotelu, Elduś wziął na drogę snickersa na wszelki wypadek gdyby dopadło go zmęczenie. Snickers - ,, ... i jedziesz dalej.

Godzina 16:00 zbiórka przed hotelem szykujemy się do wyjazdu. Nagle podjeżdża nasz kierowca autobusem Realu Madryt, który zwinął spod Estatdio Santiago Bernabeu... ( Chyba się Galacticos nie pogniewają ). Wsiadamy do autobusu wszystko pięknie, teraz każdy zajmuję miejsce i odpala sobie MP4 na której słucha muzyki relaksacyjnej.

Okolice godziny 17:45 - gracze wychodzą z autokaru w blasku fleszy i okrzykach fanów, również upartych paparazzi i dziennikarzy z SoccerStarTV. Nagle Elduś zauważa Ringzyzowatych którzy chcieli się zemścić, za porażkę. Ale nieeee... Fani nie dopuścili wyzywających do swoich ulubieńców. Ledwo co ale gracze Lecha Forum wchodzą na obiekt Estadio Virtualo Star.

O godzinie 18:30 gracze maja chwilę na udzielanie wywiadu reporterom z EuroStaru oraz SoccerSportExtra. Reporterzy głównie się pytają o dzisiejsze wrażenia i samopoczucie. Pod chodzą do Eldusia

Rep ( Jean Madridistowski ). - Dobry wieczór, mógłby Pan udzielić Nam wywiadu.
Eld. - Witam, ale oczywiście.
Rep. - Jaki się Pan czuję przed dzisiejszym meczem finałowym, jak samopoczucie i wrażenia.
Eld. - hmmm... czuję się dobrze, mam nadzieję, że kibice będą Nas wspierać, najważniejsze żeby mecz był sprawiedliwy i oby obyło się bez kontuzji.
(Nagle Eldusia proszą koledzy iż razem z trenerem wybierają się do szatni.)
Rep. - Widzę, że się Panu śpieszy w takim razie dziękuje za wywiad, powodzenia.
Eld. - Dziękuję.

Mija godzina 20:00 gracze Lecha Forum już w szatni.

Trener - przypomina Nam jak mamy grać, głównie żebyśmy się nie poddawali walczyli do końca grali konsekwentnie i zwłaszcza grali zespołowo, bez akcji indywidualnych.

okolice godziny 20:42

Gracze Lecha ustawiają się w tunel prowadzącym na stadion. Sędziowie główni już gotowi, Wychodzimy na boisko, trybuny szaleją, kibice machają ogromnymi flagami wspierając swoich zawodników. Ustawiają się na boisku. Lecz na początek kapitanowie drużyn występują na środek boiska i wypowiadają kilka zdań na temat : akcji ,, STOP RASIZMOWI ".

Potem odsłuchujemy hymnu Champions Leauge :


1.

Ce sont les meilleures équipes

(Oto najlepsze zespoły)

Sie sind die allerbesten Mannschaften

(Oto najlepsze zespoły)

The main event

(Główne wydarzenie)



Die Meister

(Mistrzowie)

Die Besten

(Najlepsi)

Les Grandes Équipes

(Największe zespoły)

The Champions

(Mistrzowie)


2.

Une grande réunion

(Wielkie spotkanie)

Eine große sportliche Veranstaltung

(Wielkie wydarzenie sportowe)

The main event

(Główne wydarzenie)


Ils sont les meilleurs

(Oni są najlepsi)

Sie sind die Besten

(Oni są najlepsi)

These are the champions

(To są mistrzowie)




Die Meister

( Mistrzowie)

Die Besten

(Najlepsi)

Les Grandes Équipes

(Największe zespoły)

The Champions

(Mistrzowie)



Die Meister

(Mistrzowie)

Die Besten

(Najlepsi)

Les Grandes Équipes

(Największe zespoły)

The Champions

(Mistrzowie)




Następuje przywitanie obu ekip.

Elduś jako kapitan podchodzi do sędziego który wylosuje strony na których drużyny zaczną mecz. Przywitanie kapitanów z sędziami głównymi. Piłka wędruję na środek boiska.

Wybija godzina 20:45 - GWIZDEK !

__________________
Jarek
El The Gumczyk jest offline  
Stare 10.10.2012, 17:12   #10
Kraal
Żółtodziób
 
Dołączył: 10.10.2012
Posty: 1
Domyślnie

Brr..kim jestem?! Co ja tutaj robie?! - ehhh, na szczęsice to tylko zły sen...

To już jutro - pomyślał, to już jutro najważniejszy dzień - mecz którym muszę się w końcu złamać , przełamać lęk , być najlepszy...

Którą mamy już godzinę? - zastanawiał się szukając zegarka.

Już 9..pora wstawać, pora na śniadanie i niedzielny trening.

Co na śniadanie? - muesli , ryż z mlekiem , 2 banany i truskaweczki .

A trening ? Co dzisiaj mam w planie? - mówił w myślach..

Kondycje - Podania - Strzały na bramkę ~ taaak , to bedzie świetna kombinacja.

NO TO DO ROBOTY ! - powiedział cichutko sprawdzając czy wziął wszystko co mu potrzebne..

[ Dwie godziny później.... ]

Na szczęście zdążyłem przed deszczem ! - jeszcze bym się rozchorował..

Po treningu obowiązkowo muszę uzupełnić węglowodany.

Co najlepsze? Izotonik i Wędzony tuńczyk - mmm...uwielbiam

Pora na odpoczynek - pomyślał rozciągając wygodnie nogi na sofie , kładąc laptopa na kolana i przeglądając wiadomości.

[ Nagle się przebudził... ]

ups..wydaje mi się, że przysnełem..ale to dobrze słabo ostatnio sypiam ~ pomyślał..

Która to juz? - zerknął w komputer

16:00...pora na obiado-kolację , nie mam ochoty dziś gotować - zamówię coś - powiedział rozglądajac się za ulotkami miejscowych restauracji..

Oooo...jest !

GADLANDO - chyba najlepsza restauracja w mieście - zobaczmy co mają..

(patrzy w ulotkę z ciekawością) ~ ziemniaki , kotlet wołowy panierowany z dodatkami białego mięsa, do tego surówka z pory
- mmm..mam nadzieję, że będzie mi smakowało . Nie ma na co czekać, zamawiam.

[ Piętnaście minut później... ]

(dzwonek do drzwi) - o to pewnie dostawca...

Dzień dobry, czy zamawiał Pan zestaw obiadowy?

Tak - odpowiedział.

40,99 .

Proszę bardzo, reszta dla Pana (powiedział podając mu 50-cio złotową bankotówkę)

Dziękuję, miłego dnia - do widzenia , odpowiedział zamykając drzwi.

(Włączył telewizor i zabrał się do jedzenia...)

[ Godzinę później... ]

Jestem zadowolony z zamówienia..szybko , porządne porcje i co najważniejsze smacznie. - pomyślał.

Dziś wcześniej się położę - jutro nie ma przelewek , muszę dać z siebie wszystko...powiedział przyjmując wieczorną dawkę odżywek.

Rozścielił łóżko , włączył film który dostał od przyjaciela " Dzień z życia legendy.." i wygodnie się ułożył do snu..
Kraal jest offline  
Następujący użytkownik podziękował Kraal za ten post:
Zamknięty wątek

Narzędzia wątku
Wygląd

Uprawnienia umieszczania postów
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Aktywny(e)
EmotikonyAktywny(e)
[IMG] kod jest Aktywny(e)
Kod HTML jest wyłączony

Forum Jump


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:05.


Powered by vBulletinŸ Version 3.8.4
Copyright ˆ 2019 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.
Spolszczenie: vBHELP.pl - Polski support vBulletin
Copyright Š2011 by 'Playa Games GmbH'
Copyright Š2011 by 'Playa Games GmbH'